Nie hamuj mnie, kiedy podrywam się do lotu.

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, Aby podarować prezent musisz się

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Aby dodać do ulubionych musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

Anuluj

Zaloguj się, aby zablokować użytkownika

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby dodać do ulubionych

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj
 
Dżinnija, cz. 12.


Aparat: SONY
Model: DSLR-A200
Przysłona: f/4.5
Ogniskowa: 75.0mm
Naświetlanie: 1/125
ISO: 100

Dedykacja dla mag8: Dżinnija, cz. 12.
2017.06.20 00:41

Album: baśnie Alisandra
Kategoria : przyroda

 Ciąg dalszy do poprzedniego wpisu

- Czy chodzi ci o to, Nesajem, że powiem ojcu, że tak, że zgadzam się z tobą rozwieść, po to tylko, aby oddał nam dzieci? – pytał Salih żonę. - A wtedy zabierzemy chłopców i uciekniemy?

- Myślę, że on ich i tak nie odda.

- Oczywiście, że nie odda. Każe mi wypowiedzieć formułę rozwodową, po czym zamknie cię w swoim haremie i dopiero tam ci zwróci dzieci, o ile będziesz mu posłuszna. Jeżeli nie, będzie cię szantażował nimi.

- Tak właśnie i ja myślałam.

- On musi umrzeć, nie ma innego wyjścia.

- Nie możesz go zabić, skarbie. To twój ojciec. Nie może zginąć z twojej ręki. Byłby to grzech śmiertelny. To niewybaczalne.

- Nesajem, Nesajem... Nie rozumiem tej twojej dżinnijskiej logiki. Niedawno nie chciałaś karmić Aswada, bo mniejszy. A teraz nie wolno mi zabić ojca, bo to byłby grzech śmiertelny.

- Kochanie, myśl o zabiciu ojca odrzuca mnie tak samo, jak ciebie myśl o niekarmieniu dziecka. Dżinny nie sprzeciwiają się rodzicom. A już na pewno nie zabijają ich.

- W takim razie cieszę się, że nie musiałem poznać twojego tatusia, bo może by mnie tak samo nie lubił jak twoje siostrzyczki. Wtedy musiałabyś go posłuchać i wyjść za jakiegoś dżinna.

- To, co się działo w oazie, to były warunki ekstremalne. Jak mają cię lubić, kiedy na każdym kroku czynisz im jakieś przytyki?...

- Zostawmy twoje siostry, bo mi cierpnie skóra. Co zatem proponujesz? Wynająć kogoś, kto zabije tatkę?

- To byłoby jak samobójstwo. Nawet gdyby ci się to udało, twoi bracia pomszczą Abu al-Fatha. Wyszłoby im to na korzyść, w końcu będą dziedziczyli po nim, ale i tak pomszczą go dla zasady. Nikt się za tobą nie wstawi, z żadnym z nich nie masz nawet wspólnej matki. A ich jest trzydziestu sześciu.

- Trudno. Zabiję go, choćbym miał zginąć.

- Nie możesz tego zrobić. Masz mnie, są dzieci. Jesteś nam potrzebny żywy.


Chodzący dotąd w tą i z powrotem Salih usiadł, po czym zasłonił twarz dłońmi. Po chwili odezwał się:

- Ta sytuacja przerasta mnie. Nie widzę z niej rozwiązania. Nie możemy nawet uciec stąd, bo on zabrał dzieci. Mój własny ojciec chce mi rozwalić życie z powodu swojej nienasyconej chuci, to niesamowite.

- Jest tylko jedno rozwiązanie, mężu. Powiesz mu, że zgadzasz się rozwieść ze mną.

- Zaraz... Chyba nie chcesz naprawdę wymienić mnie na to próchno z korzonkiem jak suszony daktyl?

- Nic nie wiem i nie chcę wiedzieć o jego korzonkach. – Po czym Nesajem wsunęła mu dłoń pomiędzy uda. – Kto ma na wyłączność palmę z kokosami, ten nie zadowoli się sparciałym daktylem na spółkę.

- Nie ma co, potrafisz pochlebić mężczyźnie. Ale on ma pałac...

- I dwadzieścia żon, no dzięki! Zresztą szczęśliwa byłam z tobą w naszej oazie, a nieszczęśliwa w tym jego pałacu, kiedy wyjechałeś.

- Mów mi tak jeszcze i rób mi tak jeszcze.

- Jest tylko jeden sposób...

- Wykładaj więc. Tylko pospiesz się, zanim mi całkiem krew z mózgu odpłynie.

- Powiesz mu, że przemyślałeś i zgadzasz się. Wtedy ja powiem, że wolę umrzeć, zamiast się mu oddać. Wówczas ty chwycisz za miecz i zawołasz: "Jak śmiesz sprzeciwiać się woli mojego ojca i mojej?! Powtórz to jeszcze raz, a niechybnie umrzesz!" Na to ja odpowiem: "Milsza mi śmierć niż inny mężczyzna prócz ciebie." A wtedy ty krzykniesz: "Jeżeli tak, to giń, przeklęta, nieposłuszna maro!" I przetniesz mnie mieczem na pół.


Przez dłuższą chwilę Salih milczał. W końcu posadził sobie żonę na kolanach, po czym powiedział:

- Nesajem... Co ty wygadujesz? Czy tobie się w główce pomieszało przez to, że on zabrał nasze dzieci? A może ty gorączki dostałaś, bo nie karmiłaś? Pokaż, czy masz chłodne czółko.

Sprawdził temperaturę jej ciała, przytykając usta do jej czoła. Temperatura była w normie.

- To już wolałbym cię stracić, żebyś naprawdę poszła do niego, niżbyś miała zginąć.

- Przetniesz mnie na pół, Salihu. Tylko pamiętaj: masz mnie ciąć wzdłuż, nie w poprzek.

- Majaczysz, kochanie. Na zbyt długo zostawiłem cię samą. Niepotrzebnie jechałem po te twoje siostry. – Przygarnął ją do siebie mocniej. - A teraz przytul się do mnie.

- Salih, pamiętasz dzień, w którym moje siostry zabiły twoich towarzyszy? Pytałeś wtedy: jak to jest możliwe, żeby kobiety były w stanie pokonać czterech doświadczonych, uzbrojonych wojowników? Otóż to było tak: oni próbowali schwytać moje siostry. Ale nie wiedzieli, że dżinny w sytuacji zagrożenia są w stanie rozpołowić się wzdłuż. I one właśnie to zrobiły. Przepołowiły się. Jedna ich strona była wciąż trzymana przez któregoś z mężczyzn, kiedy próbował przycisnąć ją do posłania. Tymczasem drugiej stronie udało się wyśliznąć spod niego. Stanęła na jednej nodze, spojrzała jednym okiem. Ujęła jego miecz w jedyną rękę, jaka jej pozostała wolna. Po czym każda siekła mieczem w poprzek. Oto cała tajemnica wyswobodzenia się moich sióstr spod żądzy twych towarzyszy.

- Nesajem... bajkę opowiadasz, którą wymyśliłaś na poczekaniu. Jestem człowiekiem wykształconym. I nigdzie nie spotkałem się z informacją, że dżinny potrafią się rozpołowić.

- Bo my, dżinny, nie obnosimy się z tą umiejętnością.

- Nesajem, obawiam się, że okłamujesz mnie.

- Czy ja cię kiedykolwiek okłamałam, mój mężu?

- W każdym razie jak dotąd nie złapałem cię na tym.

- To dlaczego miałabym to zrobić teraz?

- Bo karmiłaś mnie własną piersią, rosą wyssaną z kamieni. Bo pokochałaś naszego drugiego syna ze względu na mnie, mimo że dżinny wybierają tylko to silniejsze dziecko. Może więc teraz, nie widząc innego rozwiązania, postanowiłaś poświęcić swoje życie dla mnie? No to masz pecha, bo ja też cię kocham. I nie chciałbym żyć, jeżeli ty byś musiała zginąć. A już na pewno nie byłbym w stanie żyć dłużej, gdybym to ja cię zabił. Nie przeżyłbym ni dnia, gdyby okazało się, że nie jestem w stanie złożyć cię znów w całość.

- Ale z ciebie romantyczny głupol – powiedziała Nesajem. - Kochanie, jeżeli ma cię to uspokoić, to uwierz, że mimo mej wielkiej miłości do ciebie, nie jestem skora dla niej umrzeć.

- Dzięki, od razu mi lepiej – powiedział Salih kpiąco. - Wytłumacz mi jednak w takim razie, dlaczego Rad nie rozpołowiła się, kiedy przystawiłem jej miecz do gardła?

- Bo siadłeś na niej okrakiem. Nie mogła się rozpołowić, bo obie jej części ściskałeś kolanami. A potem związałeś ją.

- Skąd wiesz o tym, że próbowała mi wleźć do łóżka?

- Powiedziała mi to. Że jej się to nie udało – też. Dabab i Matar zabiłyby cię, gdybyś jej wtedy nie puścił.

- Twoje siostry są jak odbezpieczone granaty. Ale nie mówmy teraz o nich.


Po czym zmniejszył płomień w lampie oliwnej, rozwiązał rzemienie sandałów swojej żony. Następnie zaczął pieścić palce u jej stóp, poczynając od największego do najmniejszego.


I


- Salih, ktoś chce się z tobą pilnie widzieć.

- Kto taki?

- Kamil.


II


- Jedyne pytanie, jakie mam do ciebie, brzmi: jak to możliwe, że ty wciąż żyjesz???

- Salih, wiem, co sobie myślisz, ale zapewniam cię, nie masz racji – próbował tłumaczyć Kamil.

- Żyjesz, a mimo to nie wróciłeś po nas?

- Wróciłem. Tyle że was już tam nie było.

- Uważasz może, że mieliśmy tam tkwić do tej pory, żrąc tylko daktyle? Pyszne, słodkie daktyle?

- Salih, pozwól mi to wyjaśnić. Wróciłem po was najszybciej jak się dało.

- Mów zatem. Tylko streszczaj się.

- Podczas podróży wdało się zakażenie do kikuta mojej źle zagojonej ręki. Asifa dowlokła mnie nieprzytomnego do oazy zwanej Wadi al-Azhar, czyli do Doliny Kwiatów. Tam zajął się mną jakiś biegły w sztuce lekarz. Ale minęło trochę czasu, zanim doszedłem do siebie. Wtedy próbowałem zorganizować akcję ratowniczą dla was. Okazało się jednak, że nastał tam czas jałowych wiatrów. Występowały dzień w dzień i trwały po kilka godzin przez całą zimę, burze piaskowe na taką skalę, z jakimi nigdy wcześniej nie spotkałem się. Kiedy w końcu ustały, wyruszyłem po was. Jednakże nie zastałem na miejscu ani was, ani żadnej z sióstr dzinnij.

- Nie zastałeś ich, bo zabrałem je stamtąd. Wszystkie są tutaj.

- Domyśliłem się tego, kiedy nie znalazłem w oazie żadnych nowo ogryzionych kości...

- Domyślny jesteś.

- Ożeniłem się z Asifą.

- Podwójną dziewicą? Gratuluję.

- Gdy nie zastałem nikogo w oazie, pomyślałem, że jeżeli udało się wam, to możecie być tylko w ad-Ard asz-Szahbie. Stąd moja obecność tutaj.

- Dobrze zrobiłeś. Przynajmniej wiem, że i tobie udało się przeżyć.

- Niebawem będę musiał wracać. Kiedy wyruszałem stamtąd, poinformowano mnie, że w czerwcu wieją tam od pustyni samumy tak silne i tak upalne, że osoba pozostająca na otwartej przestrzeni narażona na wiatr zostaje ugotowana na miejscu. Od zwłok zmarłych od tego wiatru bez problemu można odrywać członki.

- Rozumiem. Upewniłeś się, że żyjemy i chcesz wracać tam, gdzie zapuściłeś korzenie.

- Otworzyłem tam swój karawanseraj, Salih. I chcę tam wrócić. Mam na to jakiś tydzień. Jeżeli nie wyruszę w ciągu tygodnia, utknę tu na kolejny miesiąc.


III


- Nesajem, chcę zapytać twoje siostry, czy prawdą jest to, o czym mówiłaś. Poza tym i tak musielibyśmy wtajemniczyć je w kulisy całego tego teatrzyku. Przecież to one musiałyby cię później pozbierać i złożyć do kupy, udając, że organizują twój pogrzeb.

- Poproszę je, aby cię o tym ostatecznie przekonały.


Niebawem wróciła Nesajem z siostrami.

- Przyprowadziłam je tutaj. Zgodziły się odpowiedzieć na dwa twoje pytania.

- Dzięki, łaskawe panie, którym uratowałem życie, narażając własne, porzucając żonę i dzieci, aby przywlec was tutaj. O, jest i Asifa!

- Nasza siostra nas uratowała, naciskając na ciebie, żebyś przyjechał po nas – odparła Rad.

- Oczywiście, że bez wylanych przez nią łez nawet bym palcem nie kiwnął w waszym kierunku. No ale jednak dowiozłem was tu, a nie wytraciłem gdzieś po drodze. Mogłem też ominąć waszą zapomnianą przez Boga i ludzi oazkę. Wcale nie tak łatwo było do niej trafić.

- Nie rozumiem, dlaczego nie możecie sobie już odpuścić tych docinek – odezwała się Nesajem.

- Ponieważ twój mąż nie odpuszcza – powiedziała Matar.

- Zgodziłyśmy się porozmawiać z tobą tylko dlatego, że chodzi o dobro naszej siostry – dodała Dabab.

- Kochanie, siostry moje zgodziłyby się, abyś zadał im tylko dwa pytania. Przy czym na jedno z pytań odpowiedzą ci tylko tak, albo nie. Zgodziły się jednak na udzielenie ci wskazówek, że o co byś nie zapytał, jedna z nich cię okłamie. Druga na obydwa pytania odpowie ci zgodnie z prawdą. Kolejne dwie skłamią, albo powiedzą prawdę - odpowiedzą tak, jak im się akurat uwidzi. I nie mogę ci zdradzić, która z nich jest tą prawdomówną.

- Wredne, niewdzięczne szuje! – rzucił Salih. – Od dziś będę wam kazał podawać gotowane mięso, koniec z soczystym surowym! Albo nie: rozkażę was karmić tylko warzywami!


IV


- Mam już przygotowane pytania do was.

- Zatem pytaj – odpowiedziała Rad.

- Otóż i po primo pierwsze: czy jesteście w stanie rozpołowić się w razie zagrożenia?

- Nie – zaprzeczyła Rad.

- Tak – potwierdziła Asifa

- Tak – powiedziała Matar.

- Nie – dodała Dabab.

- Świetnie – powiedział Salih. - A teraz pytanie numer dwa: ile z was mnie okłamało?

- Wszystkie kłamiemy – odpowiedziała Rad głosem jak uderzenie pioruna.

- Jedna z nas kłamie – odparła Asifa jakby wicher dął.

- Dwie z nas kłamią – odrzekła Matar, a każda sylaba szemrała jak deszcz.

- Trzy z nas kłamią – powiedziała Dabab mgliście.

- Cudownie, teraz już wiem wszystko! Kocham te wasze dżinnijskie zasady, mówiłem wam już to?

- To jest trzecie pytanie. Nie umawialiśmy się na odpowiedź na aż tyle – powiedziała Dabab.

- I tak was kocham – powiedział. – Ale mimo to nie łudźcie się, nie ożenię się z żadną – dorzucił szybko. – I tak jak obiecałem: zmieniamy dietę na warzywną. Od dziś będziecie wega-dżinny. A ty, moja droga – tu wskazał palcem Nesajem - za twoje siostrzane konszachty przeciw mężowi, począwszy od dziś – sałata!

- Skarbie, ale ja wiedziałam, że ty sobie poradzisz z tą zagadką – tłumaczyła się Nesajem. - Przecież wiesz, jak na mnie silnie działa twój intelekt. Jak afrodyzjak!

- Sałata! I nie będzie dziś seksu!

- Ja jestem matką karmiącą. Mnie żadna dieta nie obejmuje. Ja potrzebuję żelaza.

- Sałata - ze szpinakiem!


Już prawie odchodził. Zatrzymał się jednak i obejrzał się w stronę dżinnij przez ramię:

- Jest jeszcze jedna sprawa: muszę poćwiczyć cięcia moim sejmitarem, żebym czasem niechcący nie uszkodził własnej żony podczas odgrywania tego teatrzyku. Co wy na to, żebym popraktykował trochę na was? Obiecuję, że będę się starał rąbać wzdłuż, a nie pod skosem.

- No co? – zapytał pod karcącym wzrokiem Nesajem. - Jak się któraś nie rozleci na kawałki sama, bez mojej pomocy, to naprawdę, ale nie będzie to moja wina.


Cdn.

 

Oceń i poleć wpis:

 
41
Zamknij

Zaloguj się, aby ocenić ten wpis.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Zaloguj się, aby dodać to zdjęcie do ulubionych.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Zaloguj się, aby zaproponować to zdjęcie do wyróżnienia.

Jeżeli nie masz jeszcze konta, Zarejestruj się

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Więcej  

Poleć

Poleć to zdjęcie znajomym

Dżinnija, cz. 12. ::  Ciąg dalszy do poprzedni<br />ego wpisu
- Czy chodzi ci<br /> o to, Nesajem, że powiem<br /> ojcu, że tak, że zga

Podaj swój adres e-mail

Podaj adresy e-mail znajomych

Napisz wiadomość

Przepisz kod z obrazka:

Anuluj

 

Link do wpisu
Poleć na forum
Wyślij e-mailem Dodaj do Facebook Dodaj do Google plus Dodaj do Pinterest Dodaj do twitter wykop
Zamknij
Google
 
0
Facebook
 
0

Najwyżej oceniony komentarz:

30 dni temu
Zaskakujesz, zadziwiasz i sprawiasz, że serce mi zamiera..ale taka jest rola i zadanie pisarza, dobrego twórcy..żeby umieć zachwycić, wzbudzić emocje, zniecierpliwienie i czekać na aplauz.. ( ode mnie masz już brawa, bo Twoja baśń jest bardzo ciekawa, budzi wiele emocji, trzyma w napięciu i wciąż czuje się niedosyt ) Zdjęcie piękne, podoba mi się bardzo.. Pozdrawiam.. :)
Użytkownik alisandor chce wiedzieć kto komentuje. Żeby zostawić komentarz Zaloguj się lub Załóż konto zupełnie za darmo!
Starsze komentarze

Galeria autora

Dżinnija, cz. 15.
5 dni temu
Dżinnija, cz. 14.
12 dni temu
Dżinnija, cz. 13.
18 dni temu
Dżinnija, cz. 12.
1 miesiąc temu
Dżinnija, cz. 11.
1 miesiąc temu
Dżinnija, cz. 10.
2 miesiące temu
wszystkie

Ulubione blogi

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, Aby podarować prezent musisz się

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Aby dodać do ulubionych musisz się zalogować.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

Anuluj

Zaloguj się, aby zablokować użytkownika

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby dodać do ulubionych

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj

Zaloguj się, aby wysłać wiadomość.

Jeżeli nie masz jeszcze konta Zarejestruj się.

(w 10 sekund przez e-mail, Facebook lub GMail)

Anuluj
rozwiń ▼